Nawałka

Debiut Nawałki, czyli koszmar czas zacząć

W swoim debiucie trener Adam Nawałka poniósł porażkę ze Słowacją 0-2, reprezentacja zagrała katastrofalny mecz, bodajże najgorszy od lat, kibice wygwizdali piłkarzy. Czy to początek budowania kadry? Nie, to początek koszmaru.

Trener Nawałka przekonał się co znaczy współczesna prawdziwa piłka, nie ta, którą oglądał z boisk naszej ekstraklasy, ale na poziomie międzynarodowym. O dziwo, ten wysoki poziom został zaprezentowany przez Słowaków, którzy na tle naszych reprezentantów wyglądali jak zawodowcy przy półamatorach. Nasi południowi sąsiedzi są blisko nas w rankingu, a jednak dzieli nas różnica piłkarskich klas, widać że pozycja polskiej kadry jest jeszcze mocno zawyżona.

Nawałka powołał swoich podopiecznych z Górnika Zabrze, jakby był święcie przekonany, że prezentują oni poziom godny kadry narodowej. Srodze się zawiódł i my wszyscy, oglądając ich występ. Polska liga to nie kuźnia talentów, to marny półamatorski grajdoł, z którego dobrzy zagraniczni skauci wyciągają czasem, raz na rok, jakieś jedno, dwa nazwiska (zwykle potem zasiadające na ławce potęgi typu Sampdoria, czy Augsburg). Jednak polscy trenerzy i dziennikarze z uporem maniaka wyszukują jakichś nazwisk z polskich klubów, jak się okazało nawet drugoligowych (o zgrozo!), gdyż wierzą, że ktoś, kto wyróżnia się w tej marnej i żenującej lidze, będzie wzmocnieniem reprezentacji. No niestety, nie będzie.

Selekcja była już dokonana, zarówno Smuda, jak i Fornalik sprawdzili dziesiątki piłkarzy, zaufali mniej więcej tym samym. Teraz zafundowano nam znów etap „budowy drużyny”, zupełnie bezsensowny, bo drużyna już była zbudowana, o czym świadczyły dwa ostatnie eliminacyjne mecze, wprawdzie przegrane, ale z mocnymi rywalami, w meczach o stawkę, gdzie mieliśmy mnóstwo dobrych sytuacji bramkowych i momentami całkiem niezłej gry. Tymczasem okazało się, że rok pracy Fornalika poszedł na marne i należy zacząć od nowa, po to, by przekonać się o nieprzydatności do kadry Kosznika, Olkowskiego, czy Jędrzejczyka. Kibice zgromadzeni na stadionie we Wrocławiu dobitnie wyrazili swoją opinię na ten temat. Niech teraz kadra nie liczy na niewinne „nic się nie stało” i oklaski na zachętę. Za taki występ należą się gwizdy, nagroda za dobrą grę, za złą kara, nie inaczej. Nie ma się co oburzać panie Klich na kibiców, poziom gry reprezentantów był niegodny koszulki z białym orłem, wypełnionego po brzegi, pięknego stadionu i oczekiwań, że wreszcie coś ruszy.

Nie sądzę, żeby jednak coś ruszyło, coś się diametralnie zmieniło. Z prostej przyczyny, trener Nawałka nie zna się na współczesnej piłce, nie potrafi dostrzec, że 30-letni piłkarz z polskiej ligi nie nadaje się na poziom międzynarodowy. Gdyby się nadawał, grałby w bundeslidze, choćby tej drugiej. Smuda i Fornalik nie byli tak zaślepieni, widzieli różnicę między Glikiem a Kamińskim, między Kosznikiem a Boenischem. Jestem przekonany, że za kilka meczów Nawałka wróci do tych samych nazwisk, co wcześniej. Eksperymenty są wskazane, ale w granicach zdrowego rozsądku, można włączyć jednego-dwóch nowych zawodników do kadry na mecz, ale zmiana całej formacji, to już głębokie ryzyko. Nie opłaciło się, Słowacy, gdyby byli skuteczniejsi, mogliby ten mecz wygrać co najmniej 5-0, gdybyśmy grali z bardziej wymagającym rywalem, byłaby dwucyfrówka. Taki jest poziom naszych ligowców, radziłbym trenerowi trzymać się od nich z daleka.

Kolejny stracony mecz będzie we wtorek, stracony, bo znów zapewne zobaczymy inne ustawienie kadry. Zamiast wykorzystać okazję i pozwolić, by drużyna, która rozegrała dwa ostatnie mecze eliminacji dalej się ogrywała i coraz lepiej rozumiała, będą następne próby, debiuty, badanie możliwości. Meczów kontrolnych zostało już niewiele, obawiam się, że będziemy świadkami koszmaru gorszego niż za czasów Smudy i Fornalika.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *